Tysiąc i siedem pomyłek? - Peugeot 1007

Rok 2004 został zapamiętany we Francji głownie, jako rok zwycięstwa narodowej drużyny futbolowej nad Anglią (2: 1), ale miłośnicy motoryzacji znad Sekwany zapamiętają go, jako, miedzy innymi, rok debiutu bardzo innowacyjnego modelu marki Peugeot – 1007. Peugeot postanowił zrewolucjonizować podejście do aut miejskich. Chciał także podbić tym modelem serca, głównie, swojej młodszej klienteli. Czas pokazał, na ile udało mu się zrealizować swoje cele. Koncepcja modelu 1007 była prosta: zbudować maksymalnie użyteczne, praktyczne auto miejskie. Nie można oprzeć się wrażeniu, iż Francuzi wzorowali się na japońskich kei-carach. Widać to głównie po dość wysokim (1620mm) i stosunkowo (w ogólnej proporcji) wąskim (1686 mm) i krótkim (3731mm) nadwoziu. Elementem charakterystycznym były odsuwane drzwi boczne, również często spotykane w kei-carach. Jednak, w przeciwieństwie do japońskich aut, były to główne drzwi, gdyż auto było trzydrzwiowe. Tego typu system wsiadania plus wysokie nadwozie, znacząco ułatwiały wsiadanie do środka, na ciasnych i zatłoczonych parkingach.

Równie awangardowo, jak nadwozie, prezentowało się wnętrze. Co prawda mieściło tylko cztery osoby, jednak na czterech oddzielnie regulowanych fotelach. Same ich obicia (i niektóre elementy deski rozdzielczej) można było w łatwy sposób wymieniać na inne, tym samym odmieniając całe wnętrze auta.

Dlaczego wiec ten, wydawałoby się, doskonale przemyślany model był w ofercie tylko przez kilka lat i nie doczekał się godnego następcy? Wydaje się, że z kilku powodów. Po pierwsze, Peugeot „przestrzelił” z grupą docelową. Samochód był generalnie kierowany do młodszej klienteli (stąd żywe barwy nadwozia czy wspomniane wymienne elementy wnętrza).Trafił jednak głownie w gusta nieco starszych klientów. Głównie ze względu na wysokie, a co za tym idzie, wygodne do wsiadania nadwozie i szerokie prześwity drzwi. Po drugie, pogrążyło go coś, co miało być (i poniekąd było) jego wielkim wyróżnikiem, czyli odsuwane drzwi. Niestety model 1007 był standardowo wyposażony w elektrycznie odsuwane drzwi boczne. To rozwiązanie (sam mechanizm odsuwania drzwi i silniczki nim sterujące) podnoszą znacząco masę auta. Co, z kolei, w połączeniu z niezbyt dynamicznymi, nawet jak na standardy miejskie, jednostkami napędowymi, przełożyło się na słabe osiągi (w najmocniejszej i rzadko spotykanej wersji 1,6 i mocy 110 KM było to zaledwie 11,1 s do 100 km/h) i wysokie zużycie paliwa.

Oczywiście sama produkcja tego typu drzwi była (i nadal jest, patrząc po równie ciekawym pod tym względem, ale też dość kosztownym Fordzie B-Max) droższa od produkcji tradycyjne otwieranych drzwi. Problemem było też samo ich otwieranie. Trwało stosunkowo długo, a oznaczenia na pilocie często wprowadzały w błąd, w wyniku, czego, często przez pomyłkę otwieraliśmy drzwi pasażera zamiast drzwi kierowcy.

Głównie z tych powodów model 1007, po zaledwie pięciu latach produkcji i wypuszczeniu na rynek nieco ponad 70 tys., sztuk po cichu zniknął z oferty.

Szkoda, że coraz rzadziej widuje się ten model na drogach, gdyż nie można oprzeć się wrażeniu, iż po drobnym dopracowaniu i liftingu (np. wyeliminowaniu ciężkiego i drogiego mechanizmu otwierania drzwi) samochód ten mogłoby zrewolucjonizować nasze podejście do auta miejskiego.